Gradowe kule

Nad młodą, zieloną łąkę, pewnego dnia, nadciągnęła ciężka, gradowa chmura. Przesłoniła słońce, zakryła żywą zieleń swoim cieniem. Wnet na ziemię poleciały pierwsze białe kuleczki, które troszkę przygięły źdźbła trawy, lecz te zaraz powstały znowu. Zaraz potem małe kuleczki zamieniły się w wielkie, silne kule. Wgniotły trawę w miejscach, w które spadły, a kilka z nich przebiło się przez powierzchnię i utwierdziło się mocno w gruncie. Ciepła, nagrzana łąka roztopiła szybko gradowe kule, lecz wnęki po nich pozostały. Chmura nigdy więcej nie odeszła i nadal wisi nad łąką. Będzie wisieć, dopóki żyję.

Bardzo tęsknię za wszystkimi kulami gradu. Chciałabym, aby łąka nigdy nie była nagrzana od słońca, żeby kule powróciły na swoje miejsce i nigdy nie zostały rozpuszczone. Nie da się ich niestety zasypać z powrotem ziemią. Brakuje ich.

2 komentarzy


  1. Ciekawa jestem, czego metaforą są te gradowe kule? I czy w ogóle są metaforą?
    Jeśli mogę zinterpretować ten wpis na swój sposób, to naprawdę po raz kolejny bardzo mi się podoba to, co napisałaś. Niekoniecznie brakuje mi tych kul, które się rozpuściły, ale chciałabym nowych, aż do końca życia :)

    Odpowiedz
  2. karuzela

    Czasem na swojej drodze spotykamy ludzi, którzy coś zmieniają w naszym życiu. Na zawsze. A potem odchodzą. I masz rację, nadejdą nowi i będą nadchodzić aż do końca życia.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>